Wszystko jest czarne, nowe i obce. Rajstopy, samochód, kokarda. Tylko płaszczyk niebieski — absurdalnie, niestosownie niebieski. I ten dzień, który nie powinien się wydarzyć.
Czytelnik patrzy razem z dziecięcymi oczami dosłownie na każdy wyraz, który opisuje ten poranek. A potem słyszy razem z dziecięcymi uszami fleki uderzające o kafelki, każde jedno stuknięcie.
Bardzo ładna opowieść, smutna, ale opisana z elegancją i poetycko.
Aż wszystkie pogrzeby przewijają się przed oczami.
Zbyt smutne dla dziecka, ale co począć...
Wciągające POV dziecka na śmierć bliskiej osoby. Pamiętam, że też nie do końca rozumiałem pogrzeby, myślę, że świetnie zobrazowałaś tę sytuację.
Prawdziwe i smutne! Ale wiecznie aktualne.
Czytelnik patrzy razem z dziecięcymi oczami dosłownie na każdy wyraz, który opisuje ten poranek. A potem słyszy razem z dziecięcymi uszami fleki uderzające o kafelki, każde jedno stuknięcie.
Świetny tekst.