Kilka słów wyjaśnienia: przeglądałam wczoraj konkursy literackie, bardzo różne jak się domyślacie. W pewnej chwili trafiłam na taki, w którym podano konkretne słowa kluczowe, które trzeba użyć. Ich zestaw wydał mi się tak absurdalny, że pomyślałam: Nie, to się nie uda. Smoki na nocniku i do tego na przystanku?
Ale spróbowałam i oto rezultat. Oczywiście niewysłany na konkurs, bo też nigdy nie planowałam wysłać. Chciałam tylko spróbować…
Oryginał znajdziecie:
Generator
17 May, 2026
słowa-klucze: łuska, gałka oczna, jajko, skrzydła, przystanek, elektronika, fabryka, brudno, granulat, mascarpone, inkwizycja, nocnik
Pomysł był dobry. Byłam przekonana, że wszystko się uda. Wprawdzie mama coś tam marudziła, żebym nie ruszała, bo jak tata z konferencji wróci… Sami wiecie, taka zwykła gadka szmatka, a to żebym go do kuchni nie wciągała, bo za duży, w kuchni się nie zmieści. Ale jak moduł twórczy przyczepilam z przodu, to się zmieścił bez problemu. No, kuchnię taką wąską mamy, nieustawną.
Wtedy mama zaczęła marudzić, że nie ma jak w kuchni gotować, bo za ciasno i żebym generator do garażu zabrała. A ja już granulatu nasypalam i zaczął działać i krasnali wypluwać, jeden, drugi… Na pięciu tych granulek starczyło i chciałam właśnie dosypać, kiedy mama krzyku narobiła, że się jej krasnale po kuchni rozbiegły, mascarpone wyjadły i jajka potłukły. Nic to, że przywołałam istoty z innego wymiaru! Liczy się, że nocnik wylały i nabrudziły!
— Gabi!
Gabi to ja, a ten rozwścieczony głos, który słyszycie, to właśnie moja mama. Dziś też jest wkurzona i nawet wiem dlaczego.
— Gabi, ani mi się waż! Nie zgodzę się już więcej na żadne fantastyczne stwory! Nigdy więcej. Do dziś nie mogę doprowadzić do porządku podłogi, po tym twoim eksperymencie z utopcem.
— To nie moja wina, że marzanna jest taka podobna do przytulii. Wplotlam w warkocze całą garść, a on i tak za mną przylazł z garażu. Marzanna ich nie odstrasza. A tak między nami mówiąc, nie wiesz, gdzie się podział, mamo?
To była niezła heca z tym utopcem. Ten biedak chyba naprawdę się zakochał we mnie. Najpierw myślał, że to przytulia i się mnie bał, bo ona utopce odstrasza. A jak się okazało, że przez pomyłkę inne zielę użyłam, to się we mnie zakochał i za żonę chciał pojąć natychmiast, więc narobiłam wrzasku na całą ulicę, aż sąsiad z gaśnicą przyleciał. Ale się wtedy ten utopiec przeraził! Goły i ociekający pianą z gaśnicy poleciał na przystanek autobusowy i tak nastraszył jedną naszą sąsiadkę, że zadzwoniła na 112.
Bo powiem wam, że my, jako naród, jesteśmy zupełnie nieprzystosowani do możliwości współczesnej techniki, a zwłaszcza elektroniki. Ciemny lud, rzec by się chciało. Wszystkiego się boimy, a już najbardziej to tego postępu technicznego.
No więc policjanci skoczyli z kajdankami do tego biedaka utopca, a ten im przez ręce przeleciał, przeciekł i w spienioną kałużę się zmienił. Niby takie chojraki, a strachu się najedli większego niż przy tych krasnalach, co im z aresztu uciekły, bo kraty były za szerokie.
Dzielnicowy nieźle się wtedy wkurzył i coś tam do mamy krzyczał, że nie pozwoli, żeby u niego na dzielnicy fabryka straszydeł była. I zaczął wymieniać, co już zaprogramowałam do przywołania od kiedy tata wyjechał: dwa zielone gobliny, co brzydko pachniały, krasnale, strzygę. A i tę świętą inkwizycję, co to się pomyliłam i zamiast Baby Jagi się zmaterializowała, na szczęście tylko na pół godziny. I dobrze, bo już chcieli mamę spalić na stosie.
— Gabi! Żebyś mi się nie ważyła przy generatorze gmerać! Tata, jak wróci, to ci manto niezłe sprawi, bo to prototyp, chciał go opatentować, a ty go pozmieniałaś, bez planów, bez rysunków! Czysty chaos! O, co to te wąsy są, co tu sterczą? Pewnie sama nie wiesz?
No cóż, mama ma trochę racji. Wąsy wyrosły same, kiedy do tatkowego propotypu podłączyłam moduł LLMa. Tata przed wyjazdem ostrzegał, że prototyp jest wrażliwy, żebym nie kombinowała, ale dokumentację schował nie wiadomo gdzie, a ja przecież nie mogę czekać, aż wróci, bo mnie ciekawość zeżre. Pewnie to ten LLM sam kombinuje, co przywołać. Albo i halucynuje materialnie.
No więc te wąsy sterczały z prawej strony generatora, poruszały się, jakby niuchały, a do tego świeciły na zielono, co fajnie wyglądało. Ale mamie chyba się nie podobały, bo pobiegła do komody po nożyce krawieckie. Więc się zatrzasnęłam w sypialni taty razem z generatorem. Nawet nie macie pojęcia, z jakim trudem go tu wyciągnęłam po schodach. Utył jakby,czy co...
No dobrze, wam się mogę przyznać. Zużyłam całą paczkę granulatu na raz i teraz już nie mam czym tym generatorem sterować. Chyba mi się jednak sypnęło za dużo, bo tata mówił, że na prototypie większych ilosci niż łyżka stołowa dziennie nie wypróbowywał. Ale jak się po tym utopcu zaciął i działać nie chciał, bo chyba zamókł, to do niego sypałam i sypałam. Aż ruszył. No i to wtedy te wąsy wyrosły. Bez mojego udziału. I powiem wam, że nie mam pojęcia, co jest na ich drugim końcu, tym, którego jeszcze nie widać.
— Gabi! Dziecko, otwórz drzwi!
Oj tam, oj tam. Teraz to na pewno nie otworzę, bo by mi mama całą przyjemność zepsuła narzekaniem. No wiecie, zaraz by było, że jak łuski będzie tracił, to dywan zmechaci, bo akrylowy, od gorącego się topi. Albo, że oko na czole ma, trzecie, i na nią tą nadprogramową gałką oczną łypie. A co ma nie łypać? No i jeszcze te wąsy nieszczęsne.
A, bo jeszcze wam nie powiedziałam, że na ich drugim końcu to smok jest. Taki chiński, z wąsami i wielkimi zębami. Znaczy się, jeszcze cały nie zmaterializował, ale ciągle go przybywa, po trochu. O, teraz chyba wychodzą zielone skrzydła. I nowe wąsy się pojawiły, obok... Jakby niebieskie.
No i ten elelemowy smok trochę jakby ziać zaczął. Niby ogniem. Jak drzwi i książki tacie osmalił, to go odwróciłam pyskiem do okna, żeby przez okno ział.
— Gabi! Bój się Boga, co ty wyprawiasz. Wyłącz go, dzielnicowy jedzie na sygnale do nas. I straż pożarna! Przestań natychmiast!
Mama jak zwykle, chodząca racjonalność! Wyłącz smoka, bo dzielnicowy jedzie. Ale to przecież nie ja to robię, tylko ten generator, dopóki granulat jest, to działa. Ciekawe na ile smoków go starczy.
No i co on nam może, ten dzielnicowy, zrobić? Smoki zaaresztuje?




Myślę, że temat odpowiednio rozwinięty, przebiłby Harrego Pottera, już nawet nie myślę, co zrobiliby z nim scenarzyści od Mattela!
Wiesz co ja trochę na słońcu siedzę i trochę po emocjach meczowych, i myślałem na początku, że to generator do tekstów konkursowy. To tak lekko przeszło, że powinnaś wstęp włączyć do opowieści i wysłać na ten konkurs. A swoją drogą, jaki to konkurs?